Świadkowie wielokulturowości – cmentarze ewangelickie
Trójmiasto przez stulecia było miejscem spotkania różnych wyznań i narodowości. Dziś po wielowiekowej obecności społeczności ewangelickich pozostały nieliczne, często zaniedbane nekropolie. W Gdańsku jednym z najbardziej zapomnianych jest cmentarz ewangelicko-augsburski przy ul. Sandomierskiej na Oruni. Założony w XIX wieku, przez dziesięciolecia służył niemieckojęzycznym mieszkańcom przedmieść. Po 1945 roku większość nagrobków została rozebrana lub zdewastowana, a teren częściowo porósł las. Dziś o jego przeszłości przypominają jedynie resztki kamiennych płyt i żeliwnych krzyży.
W Gdyni, w dzielnicy Orłowo, znajduje się niewielki cmentarz ewangelicki ukryty w lesie przy ul. Orłowskiej. Pochowano na nim m.in. rybaków i robotników budujących port. Mimo że oficjalnie jest zamknięty dla pochówków od lat 70. XX wieku, grupy pasjonatów lokalnej historii regularnie porządkują teren. Niestety, wiele nagrobków uległo zniszczeniu, a inskrypcje są nieczytelne. Podobny los spotkał cmentarz w Sopocie – tzw. Stary Cmentarz przy ul. Armii Krajowej, który po likwidacji parafii ewangelickiej został przekształcony w park. Do dziś zachowały się tam nieliczne nagrobki wkomponowane w zieleń, a mieszkańcy często nie zdają sobie sprawy, że spacerują po dawnej nekropolii.
Nekropolie żydowskie – pamięć o przedwojennej społeczności
Przed II wojną światową w Gdańsku mieszkała kilkutysięczna gmina żydowska. Jej główny cmentarz przy ul. Abrahama (na terenie obecnego Gdańska) został zdewastowany w czasie „nocy kryształowej” i po wojnie częściowo zabudowany. Macewy – tradycyjne stele nagrobne – posłużyły jako budulec dróg i murów. Dziś w tym miejscu znajduje się lapidarium, w którym zgromadzono ocalałe fragmenty. Choć jest to miejsce pamięci, często bywa pomijane w przewodnikach turystycznych. Spacerując po okolicy, można natknąć się na pojedyncze kamienie z wyrytymi hebrajskimi literami.
Mniej znany jest cmentarz żydowski w Gdyni, który znajdował się przy dzisiejszej ul. Kieleckiej. Został całkowicie zniszczony podczas okupacji, a na jego miejscu powstało osiedle mieszkaniowe. Dzięki staraniom lokalnych historyków w 2018 roku ustawiono tam tablicę informacyjną. Podobnie w Sopocie – żydowska nekropolia istniała w rejonie ul. 23 Marca, ale po wojnie nie pozostał po niej żaden widoczny ślad. Te zapomniane cmentarze są niemymi świadkami obecności społeczności, która przez wieki współtworzyła nadmorskie miasta.
Epidemie i wojny – cmentarze choleryczne oraz mogiły żołnierskie
Oprócz cmentarzy wyznaniowych w Trójmieście istnieją miejsca, które nie mają charakteru regularnych nekropolii, a jednak kryją setki ciał. To tzw. cmentarze choleryczne, zakładane w XIX wieku w czasie epidemii. Jeden z nich znajduje się w Gdańsku na terenie Lasów Oliwskich, w okolicy ul. Polanki. Oznaczony jest współczesnym krzyżem i tablicą, ale przez dziesięciolecia porastał go gęsty krzew. Dopiero niedawno grupa wolontariuszy oczyściła to miejsce z chwastów. Podobne mogiły epidemiczne można spotkać w gdyńskim lesie w rejonie Witomina – są to zwykle kopce ziemi bez żadnych oznaczeń.
Nie mniej ważne są groby żołnierzy z czasów I i II wojny światowej. Na terenie Trójmiasta zachowały się rozproszone mogiły, np. kwatera wojenna na cmentarzu w Gdyni-Witominie, gdzie spoczywają żołnierze rosyjscy i niemieccy. Wiele z tych miejsc nie jest objętych żadną bieżącą opieką. Z roku na rok ubywa czytelnych nagrobków, a inskrypcje potęgują wiatr i deszcz. Lokalne stowarzyszenia historyczne apelują o utworzenie rejestru zapomnianych cmentarzy i systematyczne ich oznakowanie.
- 1. Cmentarz ewangelicki w Gdańsku-Oruni – fragmenty nagrobków widoczne w lesie za blokami.
- 2. Żydowskie lapidarium przy ul. Abrahama – ocalałe macewy zgromadzone w formie pomnika.
- 3. Cmentarz choleryczny w Lesie Oliwskim – krzyż i tablica upamiętniają ofiary epidemii.
- 4. Mogiły wojenne w Gdyni-Witominie – nieoznakowane kopce ziemi wśród drzew.
Każdy z tych obiektów to fragment mozaiki dawnych społeczności Trójmiasta. Ich ochrona i upamiętnienie to nie tylko hołd dla zmarłych, ale także lekcja historii o wielokulturowej przeszłości regionu. Dzięki zaangażowaniu pasjonatów i lokalnych instytucji część z nich zyskuje nowe tablice lub drobne porządki, ale wiele wciąż czeka na systemowe rozwiązania.